Wywiad z ks. Stanisławem Kowalikiem- Kapelanem Związku Podhalan w Polsce
Dnia 4 maja 2018 roku przeprowadziliśmy wywiad z ks. Stanisławem Kowalikiem- kapelanem Związku Podhalan oraz proboszczem w Ochotnicy Górnej, wielkim propagatorem kultury i sztuki góralskiej.
Skąd wziął się pomysł, aby angażować się w kultywowanie tradycji poprzez mówienie gwarą, czy noszenie charakterystycznych ubrań regionalnych?
Myślę, że to rodzi się… jest taka przyśpiewka u nas w górach „Góry nase góry, ckliwo mi za womi, bo jo od malućka naucony z womi”. Właśnie tam, gdzie człowiek się urodził, tam jak ta przyśpiewka mówi jest ckliwo, a więc tęskni się za tym miejscem. My tu w górach, na góralszczyźnie kwitniemy nie jako w tym, co niesie nam krajobraz, góry, doliny, potoki no i nasza tradycja, tradycja góralska, która tu tak porządkuje nie jako wszystko co jest w życiu najważniejsze.
Co spowodowało, że chce Ksiądz to robić? Czy nie wolałby Ksiądz być zwykłym proboszczem parafii?
To jest silniejsze ode mnie. Z tym się urodziłem, dojrzewałem, wzrastałem i tutaj nie było jakiegoś wyboru, w sensie czy chce się, czy nie chce, to była miłość, bo to miłość niejako sprawia, że człowiek inaczej patrzy na świat. A miłość do góralszczyzny jest taką naszą tożsamością.
Co Księdza do tego aż tak ciągnie?
Co ciągnie? Przede wszystkim fakt, że góralszczyzna nie jest wielka. A przez to, że jest góralska daje prawdę o człowieku, o jego wolności, ślepocie, o jego prawdzie, o jego pięknie i o jego tożsamości. Myślę, że góralszczyzna niesie w sobie to, co mówił też św. Jan Paweł II: wiarę i tradycję, te dwa ważne aspekty, dzięki którym człowiek żyje, działa i przede wszystkim też dąży do celów, do świętości, a więc do nieba.
Czy myśli ksiądz, że my młodzi będziemy mogli dalej kultywować swoją tradycję i kulturę w sposób tak zaangażowany, w jaki Ksiądz to czyni?
Myślę, że tak. Widzę, że coraz więcej młodzieży angażuje się w różne stowarzyszenia, nie tylko chodzi mi o góralskie, ale ja mam taki przegląd troszeczkę szerszy, ponieważ jestem też kapelanem Święta Dzieci Gór w Nowym Sączu, gdzie przybywają zespoły z całego świata i z Polski. Podziwiam ich zamiłowanie do tradycji, wiary, ale też i gwary i stroju danego regionu i to jest też takie pocieszające, bo kiedy z nimi rozmawiam i pytam czy oni mają jakiś nakaz, aby to robić zawsze słyszę, że nie. Mówią, że ich rodzice tańczyli a oni też chcieli spróbować i to po prostu się im spodobało. To jest taka duma, taka duma pozytywna. Duma, która pomaga im też w odnajdywaniu swoich korzeni - my to nazywamy tradycją.
Już od dziecka był Ksiądz bardzo aktywny, występował Ksiądz w zespole Małe Łącko, później w liceum był Ksiądz tancerzem Regionalnego Zespołu Pieśni i Tańca Górale Łąccy, teraz jest Ksiądz proboszczem, kapelanem, czy to nie było trochę męczące, czy może sprawiało, i dalej sprawia to Księdzu wielką radość?
Myślę, że mnie to nie męczy. Chociaż w młodości, kiedy cały tydzień dojeżdżałem do Sącza do szkoły, to codziennie wieczorem miałem jakieś zajęcia z tym związane. Wracałem ze szkoły i tak, w poniedziałek miałem próbę zespołu, we wtorek mieliśmy takie dodatkowe zajęcia właśnie ze śpiewu, w środę próba zespołu, czwartek był luźniejszy, a w piątek była grupa apostolska więc człowiek codziennie angażował się w różne dziedziny i myślę, że to też pomagało mi dojrzewać i sprawiało, że nabierałem hartu ducha. Kiedy widzę uśmiech w oczach ludzi którym posługuję i kiedy sobie przypominam o zespołach, do których należałem to czuję taką ogromną radość w sercu. Pamiętam przyśpiewkę, którą śpiewaliśmy: „My se łatwo mnie widzicie, to co my muzyką umilomy życie, umilomy zycie, by wesoło było i wom mili goście, zeby miło było”. Niejako człowiek od małego był nauczony właśnie pomagać innym, umilać im życie śpiewem. To była taka moja posługa bym powiedział, moje powołanie. Myślę, że kultura góralska mnie bardzo ukształtowała, pomogła mi zrozumieć siebie samego, ale też otaczający świat, piękno, które nas otacza.
Jest Ksiądz kapelanem wszystkich oddziałów Związku Podhalan, działających w całej Diecezji Tarnowskiej oraz od niedawna kapelanem Zarządu Głównego Związku Podhalan w Polsce - jakie uczucie Księdzu towarzyszy w momencie wygłaszania kazań do tak ogromnej rzeszy ludzi?
Na początku był malutki stres, bo jest to dwanaście regionów góralskich w Polsce. Począwszy od górali z Orawy, ze Śląska, górali Żywieckich, Babiogórskich, Kliszkowskich przez górali Zagórzańskich, Łąckich, Białych, Piwniczańskich, Czarnych aż do górali Podhalańskich i Pienińskich. Kiedy spotykamy się na różnych nabożeństwach przede wszystkim zauważam ogromną rozmaitość strojów, gwary. Każdy region ma swoją gwarę, ale kiedy muzyka zagra, kiedy przychodzą wszyscy na modlitwę to widzimy, że jednoczy nas jedno, ta miłość do Boga, prosta miłość, nie jakaś potrzebująca wiele słów ale z pewnością potrzebująca konkretów. To co mówił św. Jan Paweł II, kiedy zobaczył górali podczas audiencji generalnej: „Wy górale macie swoje melodie, swoją gwarę, którą chwalicie Boga, to czyńcie nadal”, i ja podążam za słowami Ojca Świętego i chcę je też przypominać ludziom z całej Polski. Pragnę, żeby podtrzymywali tradycję ale też, żeby ta nasza naturalność nie była wywyższeniem, żeby nie panowało wśród nas takie przeświadczenie, że my górale mamy wszystko, że znamy się na wszystkim. Chce, aby góralszczyzna była rzeczywiście takim ukazywaniem piękna, które każdy wynosi z danego regionu. Górale potrzebują modlić się gwarą – oni potrzebują się modlić tak, jak najlepiej potrafią. Tutaj nawiąże do słów naszego obecnego papieża Franciszka, który podczas udzielania chrztu w Wielką Sobotę powiedział: „ Nie bójcie się przekazywać wiary w swojej gwarze” i to jest takie pocieszenie dla nas, że to, co niesie życie najlepiej przekazywać za pomocą gwary, ponieważ dzięki temu nasza wiara zostaje umocniona. Sprawia mi to radość chociaż często pojawia się i zmęczenie, ponieważ zdarza się tak, że w niedzielę mam jakieś dwie imprezy góralskie. Nie dawno głosiłem w Ludzimierzu rozesłanie wszystkich baców z całej Polski, miałem nabożeństwo dla nich, później nalałem im wodę święconą w Ludzimierzu od Matki Boskiej, każdemu bacy wręczałem drzewo, z którego zapalają watę w swoich bacówkach. W takich sytuacjach czuję się potrzebny ale też widzę wdzięczność ze strony ludzi, którym posługuję. Nie szukam chwały dla siebie ale zawsze dla Boga i na pożytek duchowy drugiego człowieka.
Czy jest Ksiądz szczęśliwy robiąc to, co robi, czy może jednak chciałby Ksiądz coś w swoim życiu zmienić?
„E kojby tam”, bardzo jestem szczęśliwy. To jest radość, że jestem kapłanem, księdzem, ale też góralskim kapłanem i cieszę się, że chociażby przez te audycje, które prowadzę w radiu RDN Małopolska, które mam z tak zwanej kazalnicy ochotnickiej, ludzie mnie poznają i kiedy mówię, tłumaczę Ewangelie gwarą, to ludzie uświadamiają sobie jak ważna jest właśnie nasza mała ojczyzna. Otrzymuje telefony, listy, w których ludzie piszą, że dzięki temu odkrywają swoją kulturę. Twierdzą, że jeżeli ja tak mówię swoją gwarą, oni też będą mogli to podtrzymywać. Myślę, że Bóg mnie tu posłał, w ten gorczański teren, gdzie kwitnie kultura pasterska, góralska, gdzie mam blisko zarówno na Podhale jak i na Sądecczyznę, bo tutaj rzeczywiście ta kultura się rozrasta i powraca do swoich korzeni.





































