Wywiad z Kubą Blycharzem - autorem hymnu na ŚDM 2016 i członkiem zespołu niemaGOtu

        18 maja br. przeprowadziliśmy wywiad z Kubą Blycharzem - autorem hymnu na Światowe Dni Młodzieży 2016 oraz członkiem zespołu niemaGotu. 

Skąd wziął się pomysł na utworzenie zespołu?

Wierzymy, że z góry (śmiech). Historycznie rzecz ujmując, najpierw poznałem się z Olą. Oboje działaliśmy u Dominikanów, tyle że ja w scholi, Ola we wspólnocie charyzmatycznej. Kiedy usłyszałem jej nagrania z zespołem Nebo, pomyślałem, że to jest wokal, dla którego chciałbym pisać piosenki. Zadzwoniłem i tak się poznaliśmy. Kilka lat później okazało się, że organizowany jest konkurs na Hymn ŚDM. Ola zapytała, czy nie wzięlibyśmy w nim udziału, i tak zaczęła się przygoda z obecnym niemaGOtu. Chcąc przygotować poważną propozycję na konkurs potrzebowaliśmy składu muzycznego. Tak trafiła do nas Marysia (piano), Kuba (perkusja) i Bartek (bas). Kiedy nasza propozycja konkursowa została hymnem, stwierdziliśmy, że trzeba grać dalej, zwłaszcza że wola w ludziach była, a ja miałem już piosenki, nad którymi można by pracować. Na koniec do składu doszedł Szymon (gitara) i voilà – powstaliśmy jako zespół.

Co Was inspiruje?

Bóg nas inspiruje; Jego Słowo, za które od Wcielenia możemy Go łapać. Inspiruje nas Krzyż i Jego mądrość. O tym śpiewamy, to chwalimy, tej rzeczywistości chcemy służyć. Jeśli zaś chodzi o inspiracje muzyczne, w pierwszym odruchu myślę o zespole The Cranberries i niedawno zmarłej wokalistce tej formacji Dolores O’Riordan. Mogę powiedzieć, że od niej uczyłem się pisać piosenki: proste, kilkuakordowe, ale bardzo melodyjne, prawdziwe ear-worm’y. W piosenkach tych wybrzmiewa również ogromna wrażliwość na otaczającą rzeczywistość, wręcz niezgoda na zastane. Taki sprzeciw słyszalny jest również w głosie Oli i myślę, że to właśnie buntowniczość tego wokalu tak bardzo mnie zachwyciła. Dużo jest jej we mnie i w moich piosenkach. Dużo jest jej w naszym zespole, który przez NIE w nazwie sam jest niejako znakiem sprzeciwu.

Co właśnie oznacza nazwa zespołu? Skąd ona się wzięła?

niemaGOtu jest de facto pierwszym zwiastowaniem Ewangelii o zmartwychwstaniu Jezusa. Słów tych używa anioł we wszystkich Ewangeliach synoptycznych, pytając niewiast, dlaczego szukają żywego wśród umarłych? Jako nazwa słowa te przyszły mi do głowy, gdy jako autora Hymnu ŚDM poproszono mnie, bym do jednej z gazet opisał, co dla mnie najistotniejsze w przeżywaniu Wielkiego Piątku i Soboty. Napisałem wtedy o kontemplacji grobu, w którym wraz z ciałem Jezusa złożona została cała ludzka bieda – grzech, słabości, choroby, smutki itd. itp. Jednakże w momencie zmartwychwstania powstał tylko Jezus, podczas gdy całe to dotykające nas pogrzebane zostało na zawsze w Jego grobie.

Jakie relacje panują w Waszym zespole?

Coraz lepsze (śmiech). A mówiąc bardziej poważnie, zaczęliśmy od wzajemnego zachwytu, kiedy przy pracy nad prototypem hymnu zauważyliśmy, że dzięki sobie wzajem możemy realizować swoje muzyczne marzenia. W ogóle tamten czas był bardzo szczególny: obiecane słowo nas niosło, my zaś byliśmy tak zbudowani tym, co działo się wokół, że jawiliśmy się sobie bez mała jako aniołowie – rozmodleni, uduchowieni, cierpliwi, wyrozumiali, łaskawi. Wszystko to zweryfikowało życie, pokazując, że prawda o nas jest troszeczkę inna. Pojawiły się spory, różnice zdań, obawy, lęki, kompleksy. Były momenty, gdy robiło się nieciekawie, a to, co w nas zasiane, zdawało się realnie obumierać. I wiecie co? Chwała Panu, bo ziarno, jeśli nie obumrze, nie wyda plonu. Tak też jest z nami. Po cudownym starcie i czterech latach wzajemnego docierania się zaczynamy ocierać się o prawdziwą miłość; miłość świadomą własnych słabości i wrażliwą na nie; miłość, która umie zrezygnować ze swego na rzecz wspólnego dobra; miłość która ryzykuje choćby i podeptanie, byleby powiedzieć o swych trudnościach i uwrażliwić na nie innych; miłość, która przewalcza lęk i umożliwia prawdziwą bliskość pomiędzy nami.

Wasz największy sukces, jaki do tej pory osiągnęliście, to?

Hymn, płyta, koncerty. I wzajemne relacje!

Jesteś twórcą hymnu na ŚDM 2016 – jak to się stało, że to właśnie Twój hymn został  wybrany?

Cóż, Bóg tak chciał i o tym powiedział nam wcześniej. Moim marzeniem było, by taki hymn napisać, a w czasie, gdy ogłoszony został konkurs, wiele słuchałem o Bogu dobrym, dającym ludziom marzenia po to, by On mógł je wypełniać. We wspólnocie, do której należałem zachęcano nas, byśmy prosili Boga o słowo jako rękojmię, że spełni On przedstawione Mu przez nas marzenia. Ja w swoim kajecie napisałem tak: „MARZENIE: napisać hymn na Światowe Dni Młodzieży” i pomodliłem się tymi słowy: „Panie, Boże, modlę się o słowo. Amen”. Gdy po godzinie sięgnąłem po Pismo Święte, otworzyło mi się w miejscu, w którym stało czarno na białym: „Zapiszcie sobie teraz ten oto hymn.” Przyznam, że nigdy wcześniej nie byłem tak zdziwiony, wręcz zszokowany, a jednocześnie szczęśliwy, Nie miałem wątpliwości, że to mówił Bóg, a jak wiadomo, nie zwykł On rzucać słów na wiatr. Tym sposobem kilka miesięcy później odebrałem telefon z informacją, że Błogosławieni miłosierni zabrzmią w trakcie ŚDM’u jako oficjalny hymn wydarzenia.

Z jakiego utworu jesteś najbardziej dumny?

Z wszystkich jestem dumny, co nie zmienia faktu, że najbardziej lubię „Nie mądrość świata tego”, a ostatnio również „Pieśń Stworzenia”.

Jak Wasza muzyka wpływa na innych?

Podobno bardzo korzystnie (śmiech). Na początku naszej działalności koncertowej przyszło do nas kolejne słowo, tym razem z Izajasza: „Pocieszajcie mój lud, pocieszajcie! Wstąpże na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny w Syjonie! Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny w Jeruzalem! Podnieś głos, nie bój się! Powiedz miastom judzkim: Oto wasz Bóg!”. Również to Słowo okazało się być prorocze, gdyż ludzie rzeczywiście wychodzą z naszych koncertów pocieszeni, odmienieni, przekonani, że ich Bóg jest blisko – blisko nich samych.

Jak Wy postrzegacie występy na żywo? Czym one dla Was są?

Po pierwsze, koncerty, które gramy, są dla nas zawsze miłym zaskoczeniem. Najpierw dlatego, że nigdy ich nie organizujemy, zawsze odpowiadamy na zaproszenia ze strony innych. Następnie dlatego, że ludzie, którzy licznie na nie przychodzą, co do zasady znają repertuar. Jest to szalenie miłe doświadczenie, którym Bóg nieodmiennie nas zawstydza i rozpieszcza. Po drugie, koncerty są za każdym razem okazją do wspólnej modlitwy oraz ewangelizacji. Częstokroć się śmieję, że układ w zespole jest taki, że kto chce usłyszeć, jak Ola śpiewa, musi wpierw posłuchać, jak ja mówię. I czas ten wykorzystuję na przedstawienie głównej myśli danego koncertu; raz są to błogosławieństwa, innym razem tajemnice krzyża i zmartwychwstania, jeszcze kiedy indziej walka z samym sobą o prawdziwy obraz Boga w sercu. Po takim wstępie pieśni wykonujemy w takim układzie, by, stanowiąc muzyczny komentarz do tematu modlitwy, mogły wprowadzać nas w nią coraz głębiej i głębiej.

Co robicie poza muzyką?

Bardzo różnie. Wychowujemy dzieci, pracujemy w bankach (Ola), szkołach (Marysia), korporacjach (Kuba, Szymon). Ponieważ niemaGOtu stało się tak bardzo rozpoznawalne, postanowiliśmy też skorzystać z tego i przygotować dla fanów sieć gadżetów, których obsługą również trzeba się zająć. Na brak zajęć nie narzekamy.

Czy popularność zmieniła Wasz sposób postrzegania świata? Jakie wartości są dla Was najważniejsze?

Na szczęście nie. Mówiłem już o zawstydzeniu, kiedy tysiące fanów śpiewają z nami nasze piosenki. To, co w takich momentach czujemy (prócz wspomnianego zawstydzenia), to wdzięczność. Chroni nas też Magnificat, do odmawiania którego zachęcał mnie bp Ryś, ilekroć będą mnie chwalić. Cóż, po prostu odmawiamy go dość często i tyle (śmiech).

Czego możemy Wam życzyć na przyszłość?

Ufności w Bożą miłość, wierności powołaniu i temu, by Ewangelia zawsze ważniejsza była od muzyki. Taki był nasz klucz do obecnego sukcesu, według niego też chcielibyśmy postępować dalej.

 

Zdjęcia dzięki uprzejmości Kuby.